Blog > Komentarze do wpisu

Krany, czyli spisek projektantów baterii łazienkowych

Moi czytelnicy się rozpisali na temat mięsa, a ja niestety nie miałam czasu na dodanie paru rzeczy na ten i pokrewne tematy. Najpierw praca, która aż krzyczy 'zmień mnie', potem czekanie w O2 aż Nastolatka wyjdzie z koncertu. Czekanie się nieco przedłużało, nie udało się więc uniknąć wizyty w ladies room (specjalne pomieszczenie do pudrowania nosów). Tamże po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że projektanci baterii łazienkowych czują się zbędni. A że nie jest to miłe uczucie, w celu uzasadnienia swojego istnienia wymyślają co i rusz nowy sposób na wypuszczanie wody z kranu. Niestety, wydają się oni mieć niewyczerpaną krynicę pomysłów, co powoduje u dam cierpiących na gwałtowną potrzebę przypudrowania nosa ataki lękowe, szczególnie nasilone w nowych budynkach. Nigdy nie wiadomo bowiem, czy trafi się na znany model kranu, czy też na na jakąś jeszcze nieopanowaną nowinkę techniczną. W świeżo oddanych do użytku przybytkach będzie to raczej nowinka techniczna.

Pamiętam, jak przed laty po raz pierwszy spotkałam się z kranem na fotokomórkę. Była to przydrożna toaleta przy niemieckiej autostradzie. Cała metalowa, nowiutka, błyszcząca. I ja, bezradnie wypatrująca jakiegoś pokrętła. Już, już miałam wyszeptać do lustra zaklęcie 'wodo wypłyń', gdy w jakimś nagłym przebłysku po prostu wsadziłam ręce pod kran. Zaklęcie okazało się niepotrzebne.

Za każdym razem, jak myślę, że na temat 'jak odkręcić kran' wymyślono już wszystko, natykam się na jakiś nowy pomysł. Tak było i dziś:



A może oni mają jakiś cykliczny konkurs na Kran Roku powiedzmy? No bo żeby tak sami z siebie siedząc przy biurkach codziennie między 9 a 17 zastanawiali się, jakby tu ludziom utrudnić?

O kranach pisałam już kiedyś. A w O2 jest fajnie:








Powered by ScribeFire.

środa, 30 stycznia 2008, vierablu

Polecane wpisy

  • Różnice

    Rodzice powinni mieć obowiązek wysyłania swoich dzieci na co najmniej parę miesięcy zagranicę. Jak nie na studia, to do pracy. Naprawdę warto zobaczyć i odczuć

  • Moi Drodzy

    Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy. Jeżeli lubicie tu zaglądać i wybaczacie mi, że czasem sama jestem tu rzadkim gościem, byłoby mi miło gdybyście dali temu

  • szklanka wody z oczami

    Ja, nalewając sobie wodę do szklanki: The next time we go shopping, could we please remember to buy some ice? Nastolatka z Niemężem: opadnięte szczęki, wzrok ws

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/01/30 15:05:32
Ja tam dziękuję Bogu, że projektantom włoskim i niemieckim chce się nad tym główkować. Gdybyśmy tę sprawę pozostawili w rękach Brytyjczyków, pewnie przez resztę stulecia myłabyś ręce w tych ich osobnych mini-kranikach, jeden z wrzątkiem, drugi z lodowatą wodą.
-
m-a-g-a
2008/01/30 21:21:59
"potem czekanie w O2 aż Nastolatka wyjdzie z koncertu"

Przecież miała nie iść. ?
-
vierablu
2008/01/30 22:57:44
@ semafor
Kiedys musze zrobic zdjecie tych gumowych nakladek na osobne krany, nakladek umozliwiajacych mycie glowy na przyklad. To dopiero mysl projektancka!

@maga
Miala nie isc (i nie pojdzie) na taki w klubie na drugim koncu miasta :). O2 raz, ze jest 15 minut autobusem od domu, dwa ze ma charakter hali koncertowej, a nie baru z parkietem.
-
2008/01/31 11:34:20
Pamiętam, jak rząd brytyjski budował O2 (wtedy to oczywiście nazywało się Millennium Dome i było chybioną inwestycją publiczną). Okazywanie odrazy do tej budowli i jej faraońskiego rozmachu było wtedy sportem narodowym. Iain Sinclair napisał nawet diatrybę pt. "Sorry Meniscus: Excursions to the Millennium Dome"); pod względem stylistycznym był to majstersztyk miażdżącej, ironicznej krytyki (określenie 'blob of congealed correction fluid' było jednym z łagodniejszych). The Dome kosztowała prawie 800 mln funtów, a przebudowa na O2 - kolejne 600 mln... Niemało.
-
Gość: FIO, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/31 19:31:08
Zastanawiam się, czy te krany, to nie popis polskich hydraulików, którzy z braku naszych ciekących, mogli wreszcie rozwinąć skrzydła ;-))
-
Gość: Joanna, *.bredband.comhem.se
2008/02/04 05:48:15
Z moich doswiadczen wynika ze problem kranow to bardzo, ale to bardzo powazna sprawa! Nie na kazdym lotnisku udaje mi sie tak od razu umyc rece.
Jesli chodzi o nastolatek - Beato, wiem ze na razie troche trudno w to uwierzyc, ale zapewniam cie - jest to stan przejsciowy.
Joanna
-
babilas
2008/02/06 02:33:45
Temat ruszył semafor - a wydaje mi się, że zasługuje na rozwinięcie: chodzi o kraniki oddzielne.

Za czasów swojej emigracji brytyjskiej, a w zasadzie szkockiej drążyłem (żeby nie powiedzieć dociekałem) temat - ale naiwni natywni mylili się w zeznaniach.

Na początku argumentowano mi, że chodzi o oszczędność wody. Że niby aby umyć ręce trzeba sobie zatkać korkiem i napuścić odpowiednią ilość zimnej i gorącej do uzyskania właściwej temperatury, zaczem ręce umyć i umywalkę odkorkować - a jakby można było sobie ustawić odpowiednio letnią w kranie jednym, to wody by leciało i leciało.

Jak to wyśmiałem gromko i rechotliwie, to mi wyargumentowano inaczej. Otóż woda zimna, lecąca prosto z sieci jest czysta, niemal sterylna. Woda ciepła, nagrzewająca się w boilerach i potem w nich przechowywana, narażana jest jakoby na namnażającą się (w tychże boilerach?) florę bakteryjną. I powinna być oddzielona od tej niemal źródlanej, bo prosto z rury lecącej, wody zimnej.

Ja to wyśmiałem również - wskazując na powszechny wówczas już wynalazek termy przepływowej i domagałem się obliczeń ilości bakterii, które namnożą się w wodzie płynącej rurką na odległość 15cm. Tego już było angolom za wiele.

Powiedziano mi wtedy, że tak jest bo tak było i tak będzie. I jeszcze coś protekcjonalnego na temat wschodniej Europy i jej mieszkańców. I że bylibyśmy bili Murzynów, gdybyśmy tylko ich mieli.

A tobie, Vierablu, jaką historię opowiedziano o tych kranikach?
Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites