czwartek, 24 stycznia 2008
Rodzice powinni mieć obowiązek wysyłania swoich dzieci na co najmniej parę miesięcy zagranicę. Jak nie na studia, to do pracy. Naprawdę warto zobaczyć i odczuć na własnej skórze, że w życiu społeczeństw jest więcej niż jedno rozwiązanie danego problemu. Warto dowiedzieć się, że nie ma rozwiązań idealnych, cudownych lekarstw na wszystko. Warto przekonać się, że jak nasze rozwiązanie nie działa, to wcale jeszcze nie znaczy, że rozwiązania przyjęte przez inne kraje działają lepiej od naszego. Czasem (zwykle) nie ma po prostu rozwiązań idealnych.

Scenka pierwsza, w pubie, na szybkim piwie po pracy.

Mój szef: Co robisz w weekend?
Ja: Cokolwiek, co pozwoli mi uniknąć nagabywania Nastolatki w sprawie kupienia jej biletu na kolejny koncert.
Cała grupa chórem: A to ona nie zarabia?!?!?

Scenka druga. A właściwie wpis na blogu. Pewna Mama zastanawia się, czy jest aby na pewno dobrą mamą, bo jej kilkunastoletni syn sam rano wstaje, sam ścieli łóżko i sam robi sobie śniadanie.

Gdyby mnie ktoś zapytał, który świat jest lepszy, odpowiedziałabym, że żaden. W jednym dzieci nie zostawia się samych w domu do 12 roku życia, a już od 13 oczekuje, że będą same zarabiały na swoje wydatki. Zarabianie łączy się z poczuciem bycia niezależnym i dorosłym. Wielka Brytania ma największą w Europie liczbę ciąż wśród nastolatek.

W drugim nadopiekuńcze matki hodują zastępy życiowych kalek*, zwłaszcza tych rodzaju męskiego. Fakt, ciąż wśród nastolatek jest mniej, mniej dzieciaków zapijających się w weekendy. (Prawie połowa młodzieży z biednych czy w inny sposób mających gorszą pozycję, zaczęła pić przed 13 rokiem życia a jedna trzecia z nich się regularnie upija).

Nastolatka ma jutro swoją pierwszą pracę - pilnowanie dziecka sąsiadów. A na koncert na który mnie usiłowała namówić i tak nie pójdzie, bo fakt, że mieszkam tu, gdzie mieszkam, nie oznacza jeszcze, że mam pozwalać czternastolatce z hakiem na włóczenie się po klubach.

Może jeszcze z rok uda mi się utrzymać tę z góry upatrzoną pozycję.

---
* uwaga ta w najmniejszym nawet stopniu nie dotyczy matki autorki wspomnianego bloga!!


Powered by ScribeFire.

poniedziałek, 21 stycznia 2008
Myślę, że jakąś miarą dobrego czucia się w obcym języku jest stopień rozumienia poezji, eksploruje ona bowiem język bardziej, niż inne formy.
Natknęłam się dziś na wiersz tegorocznego laureata nagrody im. TS Eliota*, i niestety muszę przyznać, że o ile tekst prozą czytam bez tłumaczenia w głowie na polski, o tyle poezji nawet tłumaczenie nie bardzo pomaga w dotarciu do sensu. A może to tylko ten wiersz taki oporny? Sami zobaczcie. Autorem jest Sean O'Brian.
Blue night. Enormous Arctic air. Orion's belt.
A geostationary satellite.
The birds all sheltering or flown.

The world is North, and turns its North Face
Pitilessly everywhere,
As deep as Neptune, local as the moon.

First came the fall and then the metaphor
No other island, then. No gift of grace.
For this alone is 'seriously there'.

Therefore. Therefore. Do not be weak.
They have no time for pity or belief,
The heavens, in their triumph of technique.

Jest ktoś chętny na tłumaczenie?

---
* Nagroda jest przyznawana od 1993 roku i jest wypłacana w twardej gotówce (w tym roku 15 tys. funtów) przez wdowę po poecie, Valerie Eliot. Została ufundowana w 40 rocznicę powstania Poetry Book Society, stowarzyszenia założonego przez Eliota właśnie.

Powered by ScribeFire.

23:18, vierablu , Lektury
Link Komentarze (6) »
J. R. McCulloch, statystyk i ekonomista, pierwszy profesor ekonomii politycznej na londyńskim uniwerytecie, dla siódmego wydania Encyclopeadia Britannica (1830 - 42):
Trudności w oszacowaniu dochodu są dwojakiego rodzaju:

1. Trudność w ustaleniu rocznego dochodu osób.

2. Zakładając, że kwota ta jest poznawalna - trudność w ustaleniu równorzędnego podatku od dochodów uzyskanych z różnych źródeł.

Bezużyteczne byłoby rozwodzenie się nad pierwszą z podanych trudności. Przychody uzyskane z dzierżawy ziemi i nieruchomości, kredytów i podobnych źródeł mogą być oszacowane z zadowalającą precyzją; ale nie było, nie jest i powiedzmy odważnie: nigdy nie będzie możliwe oszacowanie z zadowalającym przybliżeniem dochodów rolników, wytwórców, różnego rodzaju sprzedawców oraz profesjonalistów.

Bezcelowe są próby przezwyciężenia tej niepokonywalnej trudności poprzez instytucjonalizowanie odrażającego śledztwa dotyczącego prywatnych spraw jednostek. Doprawdy, jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek nie poddany zniewoleniu, tolerował, w normalnych okolicznościach, takie inkwizycyjne praktyki.

Tolerował, czy nie, rezultat byłby jednakże taki sam - śledztwo byłoby nic nie warte i poborcy podatkowi nie mieliby żadnych wartych zaufania źródeł, jedynie deklaracje stron. Tym samym ciężar podatku dochodowego ponosiliby głównie ludzie prawi, podczas gdy milionerzy z "łatwą cnotą" uniknęliby go całkowicie.Tym samym byłby to podatek od uczciwości oraz nagroda dla krzywoprzysięstwa i oszustwa; a gdyby podatek ten był wysoki, na tyle wysoki, by przynosił [rządowi?] istotne źródło dochodu, z pewnością prowadziłby do najbardziej bezwstydnej prostytucji zasad oraz do zniszczenia tego miłego poczucia honoru, który jest jedynym pewnym źródłem narodowych zasad i prawości.
Nie tak dawno wstrząsnęło Wielką Brytanię opracowanie przygotowane przez National Audit Office, instytucję monitorującą wydatki publiczne z ramienia parlamentu, z którego wynika, że 1/3 z największych brytyjskich firm nie zapłaciła w ubiegłym roku podatkowym ani grosza podatku dochodowego. Czego nie można powiedzieć o 1/3 zarabiającej najniższą pensję. Cytowany McCulloch miał tylko częściowo rację - podatek dochodowy to nie tylko test na uczciwość, ale też na poziom zniewolenia. Niektórym, mimo ich najszczerszych chęci, podatku uniknąć się nie udaje - zostaje pobierany zanim dostaną pensję.

(Nie wydaje mi się, żebyśmy się bez podatków obyli, to jedynie refleksja nad wydaje się nieprzezwyciężalną trudnością w pogodzeniu dobra grupy/społeczności z dobrem jednostki/podgrupy.)

Powered by ScribeFire.

niedziela, 20 stycznia 2008
Przeglądam co ciekawsze fragmenty wybrane z różnych wydań Encyclopaedia Britannica. Fascynująca lektura. Jest i małe polonicum - w pierwszym wydaniu encyklopedii przedstawiono rycinę z flagami. Pod jedną podpisano Poland. Och, ci Polacy wymachujący szabelką... Sami zobaczcie:





Nigdy wcześniej się z taką formą polskiej flagi nie spotkałam, Google poszły więc w ruch, ale dopiero strony poświęcone tematyce morskiej do prowadziły mnie do informacji, że flaga powyżej to flaga polskiej marynarki wojennej, i to od Bitwy pod Oliwą począwszy.

Ot, ciekawostka.


Powered by ScribeFire.

sobota, 19 stycznia 2008
Wydaje się, że winni mają łatwiej. Zrobili źle, przeprosili, wybaczono im lub nie. Sytuacja jest jednak dość jasna - jest winny, jest ofiara, wiadomo kto kogo ma przepraszać i za co. Inaczej jest, gdy powiedzmy mamy siostrę. Pewnego dnia napadają na nasz dom źli mężczyźni, nas (czyli brata) trzymają pod muszką a siostrę na naszych oczach gwałcą. Dwie ofiary, z tymże jedna jest ofiarą zdecydowanie bardziej. Siostra ma do nas żal. Uważa, że nie zrobiliśmy wystarczająco dużo w jej obronie - okno było otwarte, mogliśmy chociaż krzyczeć, mogliśmy walczyć.

Co robimy po fakcie? Jak się przyjrzeć współczesnemu światu zachowania bywają następujące:

1. Wypędzenie. Możemy uznać, że to wszystko jej wina i wyrzucić (jakoś tak kojarzy się tu liczba 1968) siostrę z domu, żeby nam nie przynosiła więcej wstydu. Żeby jej cierpienie nie kłuło nas w oczy. Nie było wyrzutem sumienia. W skrajnych przypadkach siostrę czeka śmierć z rąk splamionych na honorze członków rodziny.

2. Milczenie. Nie patrzymy siostrze w oczy i nigdy nie podejmujemy bolesnego tematu. udajemy, że nic się nie stało, że jest tak, jak było zawsze.

3. Możemy też spojrzeć siostrze w oczy i przyznać, że bardziej dbaliśmy o własny tyłek. Możemy dać się jej wypłakać na naszym ramieniu. Możemy zorganizować jej pomoc. Możemy Przeprosić. Bronić przez złymi językami. Możemy dać w zęby temu sąsiadowi z przeciwka, który wszystko widział ze swojego okna i nie zadzwonił na policję.

Książki Grossa są dla mnie takim wołaniem zgwałconej siostry: "Stała mi się krzywda, nie dość, że nie zrobiłeś wystarczająco dużo, by stanąć w mojej obranie, to jeszcze wyrzuciłeś mnie z domu i udajesz, że nic się ni stało. Na dodatek twoje dzieci nigdy mnie nie spotkały, ale wiedzą, że ciocia jest puszczalska i dybie na spadek."

Czemu nas nie stać na zachowanie się po dorosłemu? Czemu jesteśmy tak świetni w milczeniu? Może dlatego, że postawa 1 i 2 świadczy o tym, że zaliczamy siostrę do jakiegoś podrzędnego gatunku? Za kumplem byśmy się raczej wstawili?
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32
Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites