niedziela, 23 grudnia 2007
Niektórzy niestety się trochę spóźnią z wizytą u rodziny. Tu jest przyczyna:




A w tym miejscu:


zwykle widzę raczej to:




Powered by ScribeFire.

piątek, 21 grudnia 2007
Box - pudełko. Drugi dzień Bożego Narodzenia jest Na Wyspach dniem "pudełkowym", to znaczy dniem, w którym tradycyjnie służba, dostawcy i biedacy byli obdarowywani przez zamożniejszą część społeczeństwa prezentami i datkami. Jako że dawanie prezentów jest chyba tak stare, jak ludzkość (a być może nawet starsze - nie byliście nigdy obdarowani pyszną, świeżo złapaną myszą przez własnego lub zaprzyjaźnionego kota?), trudno jest dociec źródeł tego zwyczaju jak również samej nazwy dnia. Jedni twierdzą, że nazwa pochodzi od otwierania w kościele skarbonek z datkami dla biednych i rozdawania tymże zawartości. Inni twierdzą, że to od pudełek, w których służba dostawała w drugi dzień świąt resztki z pańskiego stołu, które mogła zabrać do domu. Ja natomiast myślałam, jak usłyszałam nazwę dnia po raz pierwszy, że to może od jakiegoś nieznanego mi powstania bokserów - w końcu jedno takie było (a coś mi świtało, że sugerowanie związku Boxing Day z chińskim Powstaniem Bokserów byłoby niezupełnie na miejscu).

Co ciekawe, o ile w Polsce drugi dzień świąt jest zawsze 26 i jak wypadnie w niedzielę to nie ma zmiłuj, w poniedziałek idziemy do pracy, o tyle w Anglii i Walii Boxing Day w sensie dnia wolnego przesuwany jest na poniedziałek, o ile wypadnie w sobotę lub niedzielę. To samo zresztą dotyczy pierwszego dnia świąt.

Boxing Day był też tradycyjnym dniem polowania na lisy, obecnie raczej wyścigów konnych i meczów piłkarskich. No i zakupów, w których był dzień czy dwa przerwy, co koniecznie trzeba nadrobić. Właściwie, biorąc pod uwagę wysokość obniżek cen, jest to najlepszy dzień na kupowanie akcesoriów świątecznych - choinek, ozdób, kartek... Na przyszły rok będzie jak znalazł. W tym roku widmo recesji przymknęło nieco portmonetki klientów i niezadowolone z wielkości sprzedaży przedświątecznej sklepy szykują się do ataku na klienta już od 5 rano 26 grudnia.

No to zmykam szukać przepisu na jakieś ciasto czekoladowe. (Ciasto bez czekolady jest nieważne, nie jest ciastem prawdziwym. Wszystko co naprawdę dobre, musi zawierać czekoladę. No, może jedynie piwo nie musi. Takie prawo tu obowiązuje i ja, jabłecznikowiec i sernikowiec muszę się dostosować. Integracja to się chyba nazywa.)


Powered by ScribeFire.

środa, 19 grudnia 2007
Nieodłącznym elementem świątecznego posiłku - czy to w gronie rodzinnym, czy służbowym - są w Anglii Christmas Crackers. Wygląda to trochę jak gigantyczny cukierek, z tym, że w opakowaniu zamiast słodyczy są "niespodzianki" - papierowa korona, zagadka - żarcik oraz czasem jakaś miniaturowa zabawka. Jak się do tych skarbów dostać? Otóż trzeba złapać "cukierka" za jeden koniec, osobie siedzącej obok wręczyć drugi i ciągnąć. Ten, komu zostaje w ręku część ze skarbami zakłada na głowę bibułkową koronę, odczytuje na głos wierszyk/ zagadkę/ żarcik i pokazuje wszystkim zabawkę. Przedstawienie zakończone, przechodzimy do następnej pary. Jak już wszyscy zostają królami, można rozpocząć posiłek.

Kiepsko się czuję, ale jak sobie pomyślę, że cały ten ceremoniał w wydaniu służbowym mnie w tym roku ominie, to od razu mi lepiej!



(Czy te korony nie przypominają Wam obrazka z notki Lord of Misrule?)

A tu jest przepis na Christmas Crackers.

Powered by ScribeFire.

niedziela, 16 grudnia 2007
Czasem wcale nie trzeba zagłębiać się w zakamarki internetu w poszukiwaniu alternatywnych do oficjalnych źródeł informacji, żeby mieć odruchy wymiotne na tle polityki rządowej. Czasem po prostu wystarczy rzucić okiem na pierwszą stronę jednego z głównych dzienników.

Chodzi o tłumaczy, którzy pracują lub pracowali dla wojska brytyjskiego w Iraku. 200 z nich złożyło podanie o azyl, uzasadnione zagrożeniem życia (z rąk szyickich bojówek). 75 go otrzymało. Reszta nie przepracowała wymaganych 12 miesięcy, niektórzy między innymi dlatego, że otrzymywali pogróżki i w porozumieniu ze swoimi brytyjskimi pracodawcami zawiesili swoją współpracę na jakiś czas.

200 osób - toż dziennie przybywa do tego kraju więcej imigrantów. Nie rozumiem, dlaczego nie można wszystkim tłumaczom udzielić prawa pobytu. Tak zrobiła Dania (przyjęła prawie 400). Dwieście osób w tę czy we w tę nie robi Wielkiej Brytanii różnicy, natomiast odmowa przyjęcia i owszem, robi bardzo niedobrze obecnemu rządowi.

A może to tylko fragment większej polityki - my robimy wojnę, uchodźcami niech zajmie się ktoś inny. Syria na przykład? Szwecja, która też zdaje się przyjęła całkiem sporo osób? Dlaczego właściwie miałaby ta sprawa zaprzątać głowę Zjednoczonego Królestwa czy też USA? Nie można przecież od największych światowych potęg wymagać, żeby po sobie sprzątały?



Powered by ScribeFire.


Czyli ktoś w rodzaju "Pana Bałagana". Specjalnie wyznaczona osoba do zarządzania Feast of Fools (Ucztą Szaleńców) oraz świątecznymi zabawami i przyjęciami na dworze, w domach arystokracji, w szkołach prawniczych oraz wielu kolegiach na uniwersytetach w Cambridge i Oxford. Jego władza, podczas trwania której organizowano maskarady, procesje, przedstawienia i hulanki - a w XIII - XIV wieku również daleko posunięte kpiny z Kościoła i jego władz - trwała od 12 dni do 3 miesięcy. Szalone zabawy, które odbywały się pod wodzą angielskiego Lorda of Misrule czy szkockiego Abbot of Unreason (Opata Nierozsądku) to echo rzymskich Saturnaliów, grudniowego święta ku czci Saturna. Przyjęcia, wymiana prezentów, rozluźnienie czy wręcz zamiana ról społecznych (panowie serwujący posiłki niewolnikom) to jego cechy charakterystyczne.
W 1348 Edward III świętował Boże Narodzenie w Guildford. "Zamówienie wydano na produkcję osiemdziesięciu różnokolorowych tunik z płótna na potrzeby świątecznych zabaw, dużej liczby masek - niektóre z nich przedstawiające twarze kobiet, inne z brodami, inne na podobieństwo anielskich głów ze srebra. Miały być opończe przyozdobione haftem ze smoczymi głowami, tuniki z pawimi ogonami, misternie ozdobione na wiele innych sposobów. Obchody Bożego Narodzenia trwały od 31 października, wigilii Wszystkich Świętych, aż do 3 lutego. Na dworze lord of misrule został wyznaczony na cały ten okres, i nazywano go "mistrzem wesołej zabawy". Organizował i gry i rozgrywki sportowe, a podczas jego rządów królowały maskarady, przebieranki i tańce wszelkiego rodzaju. Wszyscy szlachetnie urodzeni, w tym Mer Londynu, mieli podobnego urzędnika w swoich domach. Taniec był w tym czasie szczególnie ulubioną rozrywką, praktykowaną przez obie płcie. Londyńskie panny spędzały wieczory tańcząc przed drzwiamy swych panów a wiejskie dziewoje na polach."

---
zdjęcie i cytat: http://www.gutenberg.org/files/22042/22042-h/22042-h.htm#Page_62

William Francis Dawson, Christmas: Its Origin and Associations Together with Its Historical Events and Festive Celebrations During Nineteen Centuries


Powered by ScribeFire.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32
Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites