Drobiazgi historyczne

czwartek, 07 lutego 2008
Natknęłam się dziś w The Times (wydanie niedzisiejsze) na wspomnienie o zmarłym 31 stycznia fotografie o nazwisku Jorge Lewinski.

Tak, urodzony w Polsce 1921 roku. We Lwowie. Obecnie Ukraina, a jeszcze niedawno Związek Radziecki - tu czytelnicy Times'a otrzymali małą próbkę skomplikowanych losów tej części Europy.

Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, a że te parę dostępnych w sieci zdjęć całkiem mi się spodobało, niniejszym przytaczam parę słów o Lewinskim za Times'em. Nazwijmy to luźnym tłumaczeniem fragmentów.

Lewinski był niezmordowanym kronikarzem świata sztuki współczesnej - fotografował współczesnych mu artystów, zarówno tych bardzo znanych, jak i tych o mniejszym rozgłosie. Fotografowanie w miarę możliwości wszystkich, a nie tylko tych łatwo rozpoznawalnych, było nieprzypadkowe. Do tego stopnia nieprzypadkowe, że odmówił sprzedaży swoich zdjęć dla Tate, wybierając dom hrabiego Burlington, dwunastego księcia hrabstwa Devon - Chatsworth House, gdyż książę zgodził się na wystawę przekrojową, przedstawiającą wszystkich artystów z lat 60-tych i 70-tych razem, a nie tylko wybór najbardziej znanych modeli.

Lewinski późno zaczął karierę fotografa, dopiero po 40-tce (dobra wiadomość dla tych czterdziestolatków, którzy mają poczucie zmarnowanego życia - możemy jeszcze coś z tym zrobić!) i po trzydziestu latach ją zakończył a w czasie jej trwania był dość samowystarczalny - sam namawiał artystów do pozowania, sam wywoływał filmy i sam robił odbitki.

Album z jego zdjęciami został wydany dwa lata temu i można go kupić tutaj, za jedyne pięć funtów. Plus koszty przesyłki, większe od ceny samego albumu. To chyba się w weekend przejdę do Royal Academy of Arts i może nawet obejrzę, co dowieźli z Rosji, i o co było tyle krzyku.
poniedziałek, 21 stycznia 2008
J. R. McCulloch, statystyk i ekonomista, pierwszy profesor ekonomii politycznej na londyńskim uniwerytecie, dla siódmego wydania Encyclopeadia Britannica (1830 - 42):
Trudności w oszacowaniu dochodu są dwojakiego rodzaju:

1. Trudność w ustaleniu rocznego dochodu osób.

2. Zakładając, że kwota ta jest poznawalna - trudność w ustaleniu równorzędnego podatku od dochodów uzyskanych z różnych źródeł.

Bezużyteczne byłoby rozwodzenie się nad pierwszą z podanych trudności. Przychody uzyskane z dzierżawy ziemi i nieruchomości, kredytów i podobnych źródeł mogą być oszacowane z zadowalającą precyzją; ale nie było, nie jest i powiedzmy odważnie: nigdy nie będzie możliwe oszacowanie z zadowalającym przybliżeniem dochodów rolników, wytwórców, różnego rodzaju sprzedawców oraz profesjonalistów.

Bezcelowe są próby przezwyciężenia tej niepokonywalnej trudności poprzez instytucjonalizowanie odrażającego śledztwa dotyczącego prywatnych spraw jednostek. Doprawdy, jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek nie poddany zniewoleniu, tolerował, w normalnych okolicznościach, takie inkwizycyjne praktyki.

Tolerował, czy nie, rezultat byłby jednakże taki sam - śledztwo byłoby nic nie warte i poborcy podatkowi nie mieliby żadnych wartych zaufania źródeł, jedynie deklaracje stron. Tym samym ciężar podatku dochodowego ponosiliby głównie ludzie prawi, podczas gdy milionerzy z "łatwą cnotą" uniknęliby go całkowicie.Tym samym byłby to podatek od uczciwości oraz nagroda dla krzywoprzysięstwa i oszustwa; a gdyby podatek ten był wysoki, na tyle wysoki, by przynosił [rządowi?] istotne źródło dochodu, z pewnością prowadziłby do najbardziej bezwstydnej prostytucji zasad oraz do zniszczenia tego miłego poczucia honoru, który jest jedynym pewnym źródłem narodowych zasad i prawości.
Nie tak dawno wstrząsnęło Wielką Brytanię opracowanie przygotowane przez National Audit Office, instytucję monitorującą wydatki publiczne z ramienia parlamentu, z którego wynika, że 1/3 z największych brytyjskich firm nie zapłaciła w ubiegłym roku podatkowym ani grosza podatku dochodowego. Czego nie można powiedzieć o 1/3 zarabiającej najniższą pensję. Cytowany McCulloch miał tylko częściowo rację - podatek dochodowy to nie tylko test na uczciwość, ale też na poziom zniewolenia. Niektórym, mimo ich najszczerszych chęci, podatku uniknąć się nie udaje - zostaje pobierany zanim dostaną pensję.

(Nie wydaje mi się, żebyśmy się bez podatków obyli, to jedynie refleksja nad wydaje się nieprzezwyciężalną trudnością w pogodzeniu dobra grupy/społeczności z dobrem jednostki/podgrupy.)

Powered by ScribeFire.

środa, 02 stycznia 2008
Zdjęcie zamieszczone w ostatnim numerze BBC History Magazine, podpisane Sir Philip Mitchell, Gubernator Kenii, wita afrykańskich wodzów podczas królewskiej wizyty w lutym 1952.

Ten po prawej jest chyba ważniejszy, bo ma więcej piór na głowie i świecidełek na piersiach?




Powered by ScribeFire.

niedziela, 16 grudnia 2007

Czyli ktoś w rodzaju "Pana Bałagana". Specjalnie wyznaczona osoba do zarządzania Feast of Fools (Ucztą Szaleńców) oraz świątecznymi zabawami i przyjęciami na dworze, w domach arystokracji, w szkołach prawniczych oraz wielu kolegiach na uniwersytetach w Cambridge i Oxford. Jego władza, podczas trwania której organizowano maskarady, procesje, przedstawienia i hulanki - a w XIII - XIV wieku również daleko posunięte kpiny z Kościoła i jego władz - trwała od 12 dni do 3 miesięcy. Szalone zabawy, które odbywały się pod wodzą angielskiego Lorda of Misrule czy szkockiego Abbot of Unreason (Opata Nierozsądku) to echo rzymskich Saturnaliów, grudniowego święta ku czci Saturna. Przyjęcia, wymiana prezentów, rozluźnienie czy wręcz zamiana ról społecznych (panowie serwujący posiłki niewolnikom) to jego cechy charakterystyczne.
W 1348 Edward III świętował Boże Narodzenie w Guildford. "Zamówienie wydano na produkcję osiemdziesięciu różnokolorowych tunik z płótna na potrzeby świątecznych zabaw, dużej liczby masek - niektóre z nich przedstawiające twarze kobiet, inne z brodami, inne na podobieństwo anielskich głów ze srebra. Miały być opończe przyozdobione haftem ze smoczymi głowami, tuniki z pawimi ogonami, misternie ozdobione na wiele innych sposobów. Obchody Bożego Narodzenia trwały od 31 października, wigilii Wszystkich Świętych, aż do 3 lutego. Na dworze lord of misrule został wyznaczony na cały ten okres, i nazywano go "mistrzem wesołej zabawy". Organizował i gry i rozgrywki sportowe, a podczas jego rządów królowały maskarady, przebieranki i tańce wszelkiego rodzaju. Wszyscy szlachetnie urodzeni, w tym Mer Londynu, mieli podobnego urzędnika w swoich domach. Taniec był w tym czasie szczególnie ulubioną rozrywką, praktykowaną przez obie płcie. Londyńskie panny spędzały wieczory tańcząc przed drzwiamy swych panów a wiejskie dziewoje na polach."

---
zdjęcie i cytat: http://www.gutenberg.org/files/22042/22042-h/22042-h.htm#Page_62

William Francis Dawson, Christmas: Its Origin and Associations Together with Its Historical Events and Festive Celebrations During Nineteen Centuries


Powered by ScribeFire.

czwartek, 13 grudnia 2007
W poprzednim wpisie zacytowałam fragment książki, opisujący grudniowe rozpasanie Anglików w początkach XVII wieku. Ani słowa o religijnym aspekcie - tylko tańce, hulanki, swawola i zakupy, zakupy. Nic dziwnego, że gdy w niedługi czas po powstaniu poniższego tekstu odbyła się egzekucja króla Karola Stuarta I, Olivier Cromwell doszedł do władzy a wraz z nim Purytanie, na fali zmian w kraju próbowano również przeprowadzić odnowę moralną. I zlikwidowano Boże Narodzenie aktem parlamentu. Purytańska straż pilnie wypatrywała dekoracji świątecznych i brutalnie konfiskowała świąteczne pieczyste.

Trwało to wszystko całe szczęście tylko kilkanaście lat i Boże Narodzenie szybko powróciło. Do jego odrodzenia przyczynił się niejaki William Winstanley, który niezmordowanie publikował książki i artykuły na temat świątecznych obyczajów i prowadził kampanie na rzecz ich przywrócenia. Skuteczną, aczkolwiek do czasu. Jak pisze autorka książki o Winstanley'u, Angela Barnes, w dwadzieścia lat po jego śmierci obyczaje bożonarodzeniowe zaczęły zanikać, "do 1800 roku prawie wymarły". I wkrótce ponownie odżyły, gdy amerykański pisarz Washington Irving odkrył i spopularyzował pisma Winstanleya. A wkrótce potem Charles Dickens napisał Opowieść Wigilijną i Boże Narodzenie w pełni powróciło do łask.

Powered by ScribeFire.

 
1 , 2 , 3 , 4
Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites