Lektury

poniedziałek, 21 stycznia 2008
Myślę, że jakąś miarą dobrego czucia się w obcym języku jest stopień rozumienia poezji, eksploruje ona bowiem język bardziej, niż inne formy.
Natknęłam się dziś na wiersz tegorocznego laureata nagrody im. TS Eliota*, i niestety muszę przyznać, że o ile tekst prozą czytam bez tłumaczenia w głowie na polski, o tyle poezji nawet tłumaczenie nie bardzo pomaga w dotarciu do sensu. A może to tylko ten wiersz taki oporny? Sami zobaczcie. Autorem jest Sean O'Brian.
Blue night. Enormous Arctic air. Orion's belt.
A geostationary satellite.
The birds all sheltering or flown.

The world is North, and turns its North Face
Pitilessly everywhere,
As deep as Neptune, local as the moon.

First came the fall and then the metaphor
No other island, then. No gift of grace.
For this alone is 'seriously there'.

Therefore. Therefore. Do not be weak.
They have no time for pity or belief,
The heavens, in their triumph of technique.

Jest ktoś chętny na tłumaczenie?

---
* Nagroda jest przyznawana od 1993 roku i jest wypłacana w twardej gotówce (w tym roku 15 tys. funtów) przez wdowę po poecie, Valerie Eliot. Została ufundowana w 40 rocznicę powstania Poetry Book Society, stowarzyszenia założonego przez Eliota właśnie.

Powered by ScribeFire.

23:18, vierablu , Lektury
Link Komentarze (6) »
piątek, 31 sierpnia 2007
Jak wieść niesie, dziś mamy Dzień Bloga. Mamy go uczcić wyróżniając 5 blogów, na które warto zwrócić uwagę. Wybór jest dość trudny, ciekawych blogów wcale nie jest mało, a miejsc na podium zaledwie pięć. Postanowiłam więc zastosować pewien klucz - jako wielbicielka kryminałów, powieści i filmów detektywistycznych wyróżniam niniejszym blogi detektywistyczne. Wymienieni poniżej Inspektorzy niestrudzenie ujawniają 'kto zabił prawdę' lub 'jak prawda została sprytnie ukryta'. Oto lista:

1. Blog Tropiciela Klisz, Kalek, Stereotypów i Błędów w Myśleniu, niejakiego A. z Brazylii:
Migotanie słów

2. Blog Tropiciela Tajemniczych Powiązań (nie mylić z tropicielem układów!). Tu możecie znaleźć tropy łączące różne, wydawałoby się odległe słowa i poczytać, jak te powiązania rzucają dodatkowe światło na znaczenia:
Klechdy

3. Blog Tropicielki Patriarchatu:
Blog Femisia

4. Blog Tropicieli Bzdur Podających się za Naukę:
Będąc młodym fizykiem

5. I wreszcie blog anglojęzyczny, tropiący na potrzeby czytelników nieznane, zapomniane i warte uwagi cytaty (taki odpowiednik serialu Cold Case):
Delanceyplace/

Pozostałe godne uwagi blogi można znaleźć w zakładkach po prawej.
13:28, vierablu , Lektury
Link Komentarze (9) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Cytat, dotyczący Nowego Jorku:

"(...)większość ludzi pracowała dwanaście godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu za X dolarów, a wiele osób jeszcze dłużej za jeszcze mniej. Nawet krótka choroba oznaczała nieszczęście dla rodziny (...). Imigranci zapełniali slumsy, gdzie każda narodowość żyła we własnym gettcie, a jedna czwarta (...) mieszkańców Nowego Jorku nie znała angielskiego. W niektórych częściach miasta było tyle przemocy i przestępstw, że policja rzadko się tam zjawiała".*

Opis ten, w którym zostały wycięte wskazówki mogące naprowadzić czytelniczkę na trop okresu, którego dotyczy, mógłby z powodzeniem odnosić się do współczesnego Nowego Jorku. Ot chociażby U.S. Census Bureau podaje, że 22,7% Nowojorczyków mówi po angielsku słabo lub wcale. Czyli niewiele się zmieniło przez ponad sto lat, cytat w rzeczywistości opisuje bowiem Nowy Jork w latach 90-tych XIX wieku, a więc w czasie, gdy przebywali tam rodzice Winstona Churchilla, a został przeze mnie znaleziony w książce "Jennie Churchill, skandalistka epoki wiktoriańskiej", tórą niniejszym gorąco polecam.

---
* Lloyd Morris, Incredible New York


niedziela, 04 marca 2007

Antrimie, zwróciłeś uwagę na pewien istotny aspekt, o którym Dawkins zapomniał, lub go pominął. Ten aspekt to powszechna obecność wiary w życiu i jej znaczenie. Nie mam tu na myśli wiary religijnej, ale wiarę w pokonanie choroby, w powodzenie przedsięwzięcia wydawałoby się skazanego na porażkę, wiarę w wygraną w toto-lotka itp.

Dawkins sugeruje, że wiara religijna jest produktem ubocznym ewolucji, wykorzystaniem pewnych potrzebnych nam gdzie indziej i z innych powodów cech i zdolności. Jako przykłady podaje konieczne do przetrwania generalizacje i przypisywanie intencji. Spotkany na drodze lew niekoniecznie musi być głodny i niekoniecznie zamierza nas zjeść, ale bezpieczniej jest założyć, że napotkany lew zawsze ma na nas chrapkę i zawsze ma intencję na nas napaść. Podczas burzy nie zawsze trafia nas piorun, ale bezpieczniej jest założyć, że pioruny zamierzają nas zabić. Każda intencja ma swoją przyczynę, zrozumiałą u głodnego lwa, ale jaka przyczyna leży w działaniu pioruna, chcącego w nas trafić? Stąd już tylko krok do religii.

Inną cechą potrzebną nam gdzie indziej, a wykorzystywaną przez religię, o ile można tak powiedzieć, jest - istotne z punktu wiedzenia ewolucji - przyjmowanie przez dzieci 'na wiarę' tego, co mówią rodzice. Jest to ważne dla ich bezpieczeństwa oraz dla spójności grupy (przekazywanie zwyczajów i wartości z pokolenia na pokolenie). Jak do tego dodać powszechne wśród dzieci (a kiedyś być może i wśród dorosłych) posiadanie wyimaginowanych przyjaciół i całych wyimaginowanych światów, zdaniem Dawkinsa tworzy się znakomita pożywka dla religii.

Trochę to wszystko mętne. Ja bym raczej zwróciła na jego miejscu uwagę na wspomnianą wyżej powszechność zdolności do wierzenia, że - mowiąc w skrócie - szklanka jest do połowy pełna, a nie w połowie pusta czy że zdarzy się coś, co ma małe szanse na zdarzenie. Ta zdolność zdaje się mieć kapitalne znaczenie dla rozwoju ludzkości, to w końcu ludzie z wizją i z pasją, nie poddający się przeciwnościom, głeboko do czegoś przekonani, pchają to wszystko do przodu (czasem również wstecz niestety, zdarzają się dość spektakularne wpadki, ale w sumie do przodu).

Trudno mi sobie wyobrazić świat w którym ludzie postępowaliby wyłącznie racjonalnie, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i w granicach bezpieczeństwa (przypomniała mi się tu "Partia Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa", z której też wiele pożytku nie było). Bardzo wątpię, czy w takim świecie mogłabym 1 kwietnia wsiąść w samolot i polecieć w odwiedziny do rodziców - samolot pewnie nie byłby wymyślony. Niewykluczone jednak, że byłby to świat bez religii. I w tym kontekście pewnie można zaryzykować twierdzenie, że religijność nie jest antynaukowa. To znaczy na ogół nie jest, bo czasem może hamować postęp naukowy, ale raczej chodzi mi o to, że siły, które pchają nas do odkrywania nieznanego i siły, które skłaniają nas do wiary w nieznane, mają to samo źródło i bez jednego nie byłoby drugiego.

Zresztą...

Ci, co myślą podobnie, jak Dawkins, gromadzą się, mają już swoje strony internetowe, grupy wsparcia, plany działania. Może niedługo wyznaczą sobie jakieś miejsca spotkań. Zaczną się dzielić na tych, którzy postępują dokładnie, jak ich Nauczyciel i na tych, ktorzy jednak z woleli by nauki o religiach w szkołach nie mieć. W okolicach Bożego Narodzenia będą obchodzić alternatywne, ateistyczne święta... Scenariusz jakby znany? Czyż podobny los nie spotkał na przykład Siddharthę Gautamę, który zyskał boski status jako Budda? Nie jest to zresztą jedyny przykład.

I to by było na tyle, bo ja w końcu na tym wszystkim zupełnie się nie znam!

23:20, vierablu , Lektury
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 marca 2007

Książka Richarda Dawkinsa nie jest książką naukową, ani nawet popularno-naukową, pomimo iż napisana przez naukowca. Jak sam autor otwarcie pisze, ma ona na celu przekonanie czytelników, że wiara to coś, czym naprawdę nie warto sobie głowy zawracać i warto zdobyć się na odwagę i dać sobie spokój z udawaniem:

"I suspect - well, I am sure - that there are lots of people out there who have been brought up in some religion or other, are unhappy on it, don't believe in it, are worried about the evils that are done in its name; people who feel vague yearnings to leave their parents' religion and wish they could, but just don't realize that leaving is an option. If you are one of them, this book is for you. It is intended to raise consciousness - raise consciousness to the fact, that to be an atheist is a realistic aspiration, and a brave and splendid one."

Biorąc pod uwagę powyższe słowa wstępu do książki, nie będzie przesadą postawienie jej na półce w dziale 'propaganda'. Andrzej zasugerował, że może ktoś powinien poruszyć temat istnienia lub nieistnienia boga bezstronnie i obiektywnie. Nie jestem pewna, czy to możliwe, jak można bowiem wypowiadać się obiektywnie na temat czegoś, czego istnienie lub nieistnienie nie jest możliwe do udowodnienia? Jak można zacząć zdanie inaczej, niż: "Ja sądzę, żę...", lub "Ja wierzę, że..."? Obiektywne jest co prawda: "Jedni twierdzą, że bóg istnieje, drudzy, że nie istnieje" tyle, że takie zdanie nie będzie wnosiło nic istotnego do dyskusji.

"The God Delusion" przypomina mi nieodparcie jeden z wielu popularnych tutaj programów propagujących zdrowe jedzenie - "You are what you eat". Podczas tego programu prowadząca przeprowadza terapię szokową na opychających się grubasach - gromadzi na stole wszystko, co zjedli i wypili przez tydzień. Góra tłustych frytek, kebabów, pork pies, pomiędzy 20 litrami piwa i 20 litrami coca-coli robi wrażenie i wszyscy, co do jednego, bohaterowie programu reagują spotanicznie: "O rany, i ja naprawdę to wszystko zjadłam/em?". Dawkins stosując podobny zabieg - nagromadzenie negatywnych faktów na temat religii - uzyskuje podobny efekt, a więc pytanie rodzące się w miarę czytania w głowie czytelnika: "O rany, i ja naprawdę w to wszystko wierzę/wierzyłam?". Niestety, podobnie jak autorka wspomnianego programu, która uzbrojona w maskę i gumowe rękawiczki analizuje na oczach widzów konsystencję i zapach stolca delikwentki zaproszonej do programu, Dawkins nie może powstrzymać się od przesady. Właściwie przeczytałam tę książkę do końca wyłącznie siłą rozpędu - dość łatwo, za łatwo, było przewidzieć, co będzie dalej.

Pomimo tej przesady, perswazyjnego tonu (żona Dawkinsa podczas pracy nad książką czytała mu ją na głos, w celu zrewidowania płynności wypowiedzi - skutecznie, tekst czyta się jak pełne pasji przemówienie), koncentracji na Starym Testamencie i pominięcia w rozważaniach chociażby przypadku Chin, w których religia nigdy się silnie nie rozwinęła a przez wieki nie było jej prawie w ogóle, polecałabym ją, zwłaszcza rodzicom, zastanawiającym się, czy wysyłać dziecko na lekcje religii (w przypadku Polski), czy też do katolickiej/religijnej szkoły (w przypadku Wielkiej Brytanii).

Link do strony Richarda Dawkinsa i jego fundacji

22:04, vierablu , Lektury
Link Komentarze (4) »
Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites