piątek, 08 lutego 2008
Decyzja została podjęta. Rozważałam ją bardzo długo i nie mogłam się zdecydować na przeniesienie blogu w inne miejsce. Inne platformy blogowe bardziej mi odpowiadały od strony technicznej, ale na bloxie jakoś się zadomowiłam. W końcu jednak pojawiała się ta kropla, która przeważyła szalę.

Blox zamierza zmienić sposób komentowania wpisów - w osobnym oknie. Zupełnie by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że mogą się tam pojawić reklamy. Ponoć nieinwazyjne, ale czy gazeta.pl z jej odnóżkami i podnóżkami, przyległościami i podległościami wie, co to jest nieinwazyjna reklama? To w końcu odwiedzanie gazetowych forów i stron z wiadomościami skłoniło mnie do zmiany przeglądarki i zainstalowania różnych blokad reklam.

Poza tym blogspot dużo lepiej od bloxa radzi sobie ze zdjęciami i współpracuje z Picasą. A ja coraz bardziej lubię robić zdjęcia.

Nowy adres jest tutaj:

http://vierablu.blogspot.com/

Jeszcze się tam nie zadomowiłam, więc wygląd będzie się zmieniał, ale powoli. Dość zapracowana jestem ostatnio.

Adres do czytników rss:

http://feeds.feedburner.com/blogspot/vierablu

Mam nadzieję, że nie sprawię Państwu tymi przenosinami zbytniego kłopotu. Bloxowego bloga spróbuje jakoś zarchiwizować (bo blox mnie skasuje, jak będę długo nieaktywna), ale jeszcze nie wiem, jak. Na razie skopiowałam go na flash drive i zobaczymy, co dalej.

Bloxowi dziękuję za współpracę i umieszczanie mnie czasem na głównej stronie gazety.pl
01:04, vierablu
Link Komentarze (11) »
czwartek, 07 lutego 2008
Natknęłam się dziś w The Times (wydanie niedzisiejsze) na wspomnienie o zmarłym 31 stycznia fotografie o nazwisku Jorge Lewinski.

Tak, urodzony w Polsce 1921 roku. We Lwowie. Obecnie Ukraina, a jeszcze niedawno Związek Radziecki - tu czytelnicy Times'a otrzymali małą próbkę skomplikowanych losów tej części Europy.

Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, a że te parę dostępnych w sieci zdjęć całkiem mi się spodobało, niniejszym przytaczam parę słów o Lewinskim za Times'em. Nazwijmy to luźnym tłumaczeniem fragmentów.

Lewinski był niezmordowanym kronikarzem świata sztuki współczesnej - fotografował współczesnych mu artystów, zarówno tych bardzo znanych, jak i tych o mniejszym rozgłosie. Fotografowanie w miarę możliwości wszystkich, a nie tylko tych łatwo rozpoznawalnych, było nieprzypadkowe. Do tego stopnia nieprzypadkowe, że odmówił sprzedaży swoich zdjęć dla Tate, wybierając dom hrabiego Burlington, dwunastego księcia hrabstwa Devon - Chatsworth House, gdyż książę zgodził się na wystawę przekrojową, przedstawiającą wszystkich artystów z lat 60-tych i 70-tych razem, a nie tylko wybór najbardziej znanych modeli.

Lewinski późno zaczął karierę fotografa, dopiero po 40-tce (dobra wiadomość dla tych czterdziestolatków, którzy mają poczucie zmarnowanego życia - możemy jeszcze coś z tym zrobić!) i po trzydziestu latach ją zakończył a w czasie jej trwania był dość samowystarczalny - sam namawiał artystów do pozowania, sam wywoływał filmy i sam robił odbitki.

Album z jego zdjęciami został wydany dwa lata temu i można go kupić tutaj, za jedyne pięć funtów. Plus koszty przesyłki, większe od ceny samego albumu. To chyba się w weekend przejdę do Royal Academy of Arts i może nawet obejrzę, co dowieźli z Rosji, i o co było tyle krzyku.
środa, 06 lutego 2008
Babilas zapytał się, jaką historyjką mnie poczęstowano w odpowiedzi na pytanie, skąd ta niechęć do mieszania ciepłego z zimnym. Ha! Ludzie - jak wskazuje na to przykład z bakteriami - są w stanie uzasadnić dowolną rzecz w dowolny sposób. Babilasa brano 'na biologię' mnie 'na technikę' tłumacząc, że chodzi tu o różnicę ciśnień. W starych domach woda zimna jest pompowana z sieci, ale ciepła 'spada' ze zbiornika umieszczonego na strychu siłą grawitacji. Tłumaczenie takie sobie, bo przecież wystarczy tę pod większym ciśnieniem wypuścić nieco mniejszym strumieniem.

Przede wszystkim jednak moje pytanie 'a dlaczego macie dwa krany' spotykało się ze zdziwieniem. No jak to dlaczego. Tak zawsze było, to znaczy, że tak jest dobrze, tak ma być i na pewno jest jakieś wytłumaczenie.

Przybysze z kontynentu podśmiewają się z angielskich kranów (o ile nie mają ich w domu, bo wtedy się denerwują). Jak ci Anglicy tak mogą? Ano mogą. My też możemy. Spójrzcie na swoją klawiaturę. Są dostępne wygodniejsze układy liter (ponoć, nie próbowałam), ale tak się przyzwyczailiśmy do niewygody, że mało komu przyjdzie do głowy choćby próba zmiany.

Old-Fashioned Faucets: Unique British Standard

Powered by ScribeFire.

Join My Community at MyBloglog! Add to Technorati Favorites